Filmaster

your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

O króliczej norze

Nie rozumiem polityki niektórych polskich dystrybutorów filmowych. Jest to dla mnie czasem niemal tak zawiły, jak koncepcja filozoficzna Heideggera czy psycholingwistyczne teorie Noama Chomsky’ego. Chodzi mi tutaj o jedno zagadnienie: po co w ogóle wprowadzać film do kin, skoro aby go sprzedać, trzeba uciekać się do niedomówień, kłamstw czy manipulacji? Mam wrażenie, że ze szczególną sympatią celuje w tym Kino Świat: poprzedni film Woody’ego Allena, „Whatever Works” ukazał się w Polsce pod fikuśnym tytułem „Co nas kręci, co nas podnieca”, a przytuleni Henry Cavill oraz Evan Rachel Wood na plakatach sugerują, że Woody musiał poślizgnąć się na kafelkach w łazience, uderzyć w głowę i przez co postanowił nakręcić słodką komedię romantyczną. Zastanawia mnie, ile osób poszło do kina tylko ze względu na plakat i wyszło z filmu srogo zawiedzionych?

Podobnie Kino Świat zrobił „Rabbit Hole” Johna Camerona Mitchella. Polski tytuł „Między światami” nie dość, że kompletnie nijak się ma do oryginalnego i żeruje na filmach Sofii Coppoli („Między słowami”, „Między miejscami”) to jeszcze sugeruje coś, co nie do końca jest prawdą. Do tego dochodzi plakat: koncepcja co prawda jest taka, jak w oryginale (trudno, żeby zmieniać ciekawy, charakterystyczny i nagradzany poster), to już zachęta filmów pozostawia wiele do życzenia: jeśli film przypomina jednocześnie „Innych” i „Uwierz w ducha”, a tagline to „Uwierz, a poczujesz” (oryginalne hasło to „The only way out is through”), to w połączeniu z polskim tytułem oznacza do dla mnie jednoznacznie, że w historii pojawią się motywy paranormalne. Wrażenie to potęguje trailer. I co prawda w filmie pojawia się jedna, drobna teoria paranormalna, ale opieranie na niej całej akcji promocyjnej jest według mnie mocno kontrowersyjne.

Dlaczego tak mnie to bulwersuje? „Rabbit Hole” to historia o parze, która próbuje dojść do siebie po śmierci swojego czteroletniego synka. Robią to (prawdopodobnie ku rozpaczy speców z Kino Świat) w sposób dość tradycyjny: chodzą na terapię, krzyczą i oddalają się od siebie. Zamiast duchów, grozy rodem z „Sierocińca”, tablic ouija i bohaterów, którzy „widzą martwych ludzi”, mamy zwykłą rozpacz i żałobę. Najwidoczniej według Kino Świat nawet nominacja do Złotego Globu i do Oskara dla Nicole Kidman oraz parę innych nagród czy nominacji nie są w stanie podbić notowań w box office’ach i przyciągnąć „wykształciuchów filmowych” do kin i należy zastosować „drobną” manipulację, aby sprzedać ten film.

Bardzo, ale to bardzo nie lubię takich sytuacji. Jestem zwolenniczką teorii, zgodnie z którą filmy powinny być dobierane w zależności do nastroju. Ja na przykład bardzo ostrożnie robię to bardzo ostrożnie odkąd gdy miałam te „naście” lat i byłam przygnębiona, postanowiłam obejrzeć „Requiem dla snu”, co skończyło się na dwóch dniach przepłakanych w poduszkę.

Na szczęście błąd popełniony w przypadku „Rabbit hole” nie był aż tak dramatyczny w skutkach. Poza tym, gdy przemyślałam historię opowiedzianą w filmie Mitchella i przyzwyczaiłam się do myśli, że jest to zwykły dramat, to znalazłam tam parę ciekawych rzeczy. Historia trzyma w napięciu. Bohaterowie się zmieniają i wchodzą ze sobą w interesujące interakcje – nikt nie pozostaje pod koniec taki, jak na początku. Drugoplanowe postacie, nawet jeśli pojawiają się na chwilę, są przekonujące i intrygujące, aż chciałoby się wejść w ich życie i dowiedzieć o nich czegoś więcej. Temat jest ciekawie ujęty, a film nie nudzi. Ponadto – co dla mnie jest niesamowitą zaletą – film nie jest zrobiony w sposób teatralno-statyczny i nie da się odczuć, że jego podstawą była sztuka teatralna.

A co najważniejsze, film, mimo trudnego tematu, napawa nadzieją – bohaterowie filmu naprawdę chcą się ze sobą porozumieć i, być może nie od razu, ale w jakiejś odległej przyszłości, nauczą się znów być szczęśliwi.

Kino Świat nie musiało się uciekać do tanich sztuczek, żeby sprzedać ten film. On naprawdę obroniłby się sam...

Bedrzich Bedrzich

Och, o polskich dystrybutorach kinowych całe opasłe tomiszcza można by pisać!! Wychodząc od wątku zupełnie odległego doszłaś do tego, że film mnie zainteresował, mimo iż w pierwszym odruchu (jeszcze bez żadnego czytania o nim) plakat (ze względu na wrażenie, o którym pisałaś) raczej mnie odsuwał od zainteresowania tym tytułem. A teraz? Biegnem, lecem (oglądać)...

.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook